Karol Basz i Marcin Jedliński zajęli na Hockenheimringu czwarte i piąte miejsce, dwukrotnie tracąc ułamki sekundy do czołowej trójki.
Seria finiszów na podium polskiego duetu w International GT Open dobiegła w Niemczech końca. Do przedłużenia passy z Włoch, Węgier i Francji zabrakło jednej i dwóch pozycji.
Przed przystąpieniem do szóstej rundy w trakcie wakacyjnej przerwy zespół Olimp Racing przeprowadził na Hockenheimringu program testowy, pracując nad rozwojem samochodu oraz zbierając dane.
Po rozpoczęciu zawodów ekipa musiała jednak zaczynać przygotowania od nowa. Ich wcześniejsze ustawienia samochodu wymagały znacznej korekty ze względu na inne warunki: niższą temperaturę powietrza oraz asfaltu, przelotne opady, a także inne nagumowanie toru.
Konfiguracja ich Ferrari 296 GT3 EVO na sobotnie kwalifikacje nie była idealna, przez co musieli w wyścigu piąć się w górę tabeli. Z siódmego miejsca w klasie PROAM awansowali na piąte, zyskując osiem miejsc w klasyfikacji generalnej.
W niedzielę czasówka poszła im zdecydowanie lepiej. Karol Basz zakwalifikował się siódmy i jako pierwszy zasiadł za kierownicą w drugim wyścigu. Po połowie dystansu zjechał do boksu jako wicelider, a Marcin Jedliński wrócił na czwartej pozycji w klasyfikacji generalnej.
Niestety, pod sam koniec agresywny atak rywala zmusił go do szerokiego wyjazdu. Zalegająca woda i bardzo niska przyczepność sprawiły, że się obrócił, spadając na początek drugiej dziesiątki. Incydent ten pozbawił ich zwycięstwa w klasie PROAM.
„Mamy bardzo mieszane uczucia po tym weekendzie. Przed przerwą byliśmy w znakomitej formie, a dodatkowo kilka tygodni temu mieliśmy okazję przeprowadzić tu testy. Nasze oczekiwania były spore, nie spełniliśmy ich i chyba z tego powodu jesteśmy bardziej niezadowoleni niż z samych wyników. Nie trafiliśmy dobrze z ustawieniami samochodu, brakowało nam przyczepności i nie czuliśmy się tak komfortowo, jak podczas ostatnich wyścigów. Dodatkowy aspekt stanowiła zmienna pogoda. Najważniejsze, że nie pozwoliliśmy rywalom zbudować przewagi, mimo trudności cały czas byliśmy za ich plecami. Walka o mistrzostwo trwa i każdy punkt ma ogromne znaczenie. Za dwa tygodnie czeka nas drugi wyścig długodystansowy i damy z siebie podczas niego wszystko. Trzymajcie kciuki i do zobaczenia” – powiedział Karol Basz.
Runda na Monzy będzie ostatnią tegoroczną, w ramach której rozgrywany jest tylko jeden, podwójnie punktowany wyścig na dystansie 500 kilometrów. Wyniki będą miały kluczowy wpływ na klasyfikację generalną, w czołówce której robi się coraz ciaśniej.
Aby nie przegapić najciekawszych artykułów kliknij obserwuj speedwaynews.pl na Google News
Obserwuj nas!