Poza walką Willa Powera i Davida Malukasa o fotel w Penske, tegoroczny "sezon ogórkowy" IndyCar nie jest zbyt ciekawy. Odejście mistrza może jednak wywrócić wszystko do góry nogami. Alex Palou jest łączony z ekipą Red Bulla w Formule 1. Pytanie tylko, czy ten transfer ma sens?
Czy jest w tym choć ziarenko prawdy?
Dziennikarz portalu IndyStar, Nathan Brown, opublikował w poniedziałek artykuł, o którym nie dało się nie usłyszeć. Według jego źródeł Red Bull Racing jest zainteresowany ściągnięciem do swojego zespołu Alexa Palou. Hiszpan zastąpiłby Yukiego Tsunodę, którego tegoroczne występy za kierownicą RB21 są istnie katastrofalne. Red Bull dysponowałby wtedy gwiazdorskim duetem kierowców: 4-krotnym mistrzem Formuły 1 u boku 4-krotnego mistrza IndyCar.
Z tej plotki może jednak zupełnie nic nie wyniknąć. Zarówno Alex Palou, jego menadżer – Roger Yasukawa – oraz Chip Ganassi zaprzeczyli tym informacjom twierdząc, że nie doszło do rozmów pomiędzy Hiszpanem a Red Bullem. Założyciel i szef CGR poszedł o krok dalej, nazywając artykuł IndyStar „clickbaitem”, a autora tekstu wezwał do „popracowania nad swoim dziennikarstwem”. Są to ciekawe oskarżenia wobec jednej z najbardziej zaufanych osób w padoku.
To co głoszą Ganassi oraz Brown wcale jednak nie jest ze sobą sprzeczne. Brak komunikacji pomiędzy Red Bullem a Palou nie wyklucza faktu, że mistrzowie Formuły 1 mogą być zainteresowani Hiszpanem. Z tego powodu można poważnie podejść do tematu zwłaszcza, że sam ten koncept jest ciekawy.
Wersja wideo:
Red Bull powinien szukać takiego kierowcy
Z perspektywy Red Bulla, zatrudnienie Palou jest świetnym pomysłem. Po co mają „przepalać” kolejnego juniora u boku Verstappena, kiedy mogą wziąć wspaniały talent z zewnątrz? Rzekomo, za kulisami, Isack Hadjar sam nie chce przechodzić do ekipy seniorskiej. Palou mógłby wypełnić lukę po Tsunodzie i Lawsonie, którzy, bądźmy szczerzy, i tak czy siak są na wylocie z rodziny Red Bulla). W międzyczasie potrzebne doświadczenie zdobywaliby Hadjar oraz Lindblad.
Sam fakt, że Red Bull mógłby mieć u siebie 4-krotnych mistrzów F1 oraz IndyCar jest szalenie ekscytujący. Sukces Palou u boku takiego kierowcy jak Verstappen mógłby ponownie otworzyć drogę do Formuły 1 dla kierowców Indy. W ostatnich latach widzieliśmy wyłącznie transfery w drugą stronę, choć kiedyś były one równie popularne. Dla ekipy z Milton Keynes byłaby to też znakomita okazja marketingowa. My jako fani otrzymalibyśmy natomiast znakomite porównanie gigantów z tych dwóch różnych światów.
Nawet jeżeli Palou miałby rozczarować, zatrudnienie go na 1 sezon wcale nie jest złym pomysłem. Gorszych wyników od Tsunody czy Lawsona i tak nie da się już osiągnąć, więc warto czegoś innego spróbować. Natomiast, tak jak wspomnieliśmy wcześniej, Hadjar oraz Lindblad mogliby doszlifowywać swoje umiejętności w sezonie 2026, aby zadebiutować w głównej ekipie na wyższym poziomie. De facto Palou spełniłby rolę Pereza z lat 2021-24.
Niepewności z perspektywy Palou
Dla Alexa Palou ten pomysł nie jest jednak aż tak lukratywny. Hiszpan dołączałby do ekipy, która się rozpada. W Red Bullu nie ma już Christiana Hornera, Adriana Neweya czy Jonathana Wheatley’ego. Brakuje architektów, którzy zbudowali z austriackiej ekipy mistrzowską potęgę Formuły 1. Ze „starej gwardii” pozostał wyłącznie Helmut Marko, a biorąc pod uwagę jego decyzje z ostatnich latach, na pewno nie jest on tak silnym filarem Red Bulla jak wyżej wymieniona trójka.
Poza personelem, RBR przechodzi wiele innych, równie poważnych zmian. W przyszłym roku ich samochody po raz pierwszy będą napędzać niemalże samodzielnie wyprodukowane silniki, z pomocą Forda. Jednostki napędowe to ogromna niewiadoma sezonu 2026, zwłaszcza w przypadku „nowego” producenta. Warto tu też wspomnieć o ostatnich niepowodzeniach Red Bulla w obszarze budowania i rozwoju bolidów, szczególnie dotkliwe po odejściu Neweya. Jeżeli Austriacy słabo wejdą w nowy okres regulacji, to niewykluczone jest, że na stałe wrócą do środka stawki. Czy nowy szef zespołu, Laurent Mekies, jest w stanie to wszystko opanować?
Kim jest Laurent Mekies? Kariera nowego szefa Red Bull Racing
Na koniec, nie zapominajmy o najważniejszym. Palou w Red Bullu byłby porównywany do jednego z najlepszych kierowców w historii Formuły 1. O ile czystym talentem i osiągnięciami jak najbardziej dorównuje Verstappenowi, w zespole skupionym wokół Holendra, w serii, w której ma on ponad 10-letnie doświadczenie, Hiszpan jest po prostu skazany na porażkę. Absolutnie nie jest to uraz wobec Alexa. Verstappen najprawdopodobniej wypadłby równie słabo debiutując w IndyCar u boku Palou. Ci kierowcy w swoich seriach weszli na tak wysoki poziom, że jeden drugiemu nie byłby w stanie dorównać, a przynajmniej nie w pierwszym sezonie. Wiele osób nie potrafi jednak tego zrozumieć. Sromotna porażka z Verstappenem niesłusznie zrujnowałaby wizerunek Palou w oczach wielu fanów, dziennikarzy czy zespołów. Z legendy IndyCar stałby się dla powszechnej widowni słabym kierowcą F1.
Alex, chociaż spróbuj
Trzeba jednak zauważyć, że poza swoją reputacją, Palou niczego by nie ryzykował. W IndyCar osiągnął absolutnie wszystko, co się da. Jest 4-krotnym mistrzem, jest zwycięzcą Indianapolis 500 i nawet na owalach potrafi już dominować wyścigi. Znajduje się poziom wyżej od całej reszty stawki IndyCar. Jeżeli któryś kierowca z amerykańskiej serii ma odnieść sukces w F1, to kto, jak nie on?
2026 rok to też najlepszy dla niego moment, aby przejść do Formuły 1. Przez zmianę regulacji otrzyma aż 3 tury testów przedsezonowych i będzie musiał zrozumieć nowe samochody od podstaw, dokładnie tak jak każdy inny kierowca. Stosunkowo, jego brak doświadczenia w maszynerii F1 będzie miał zatem dużo mniejsze znaczenie. Oprócz tego, specyficzny, agresywny model prowadzenia, na który cierpią samochody Red Bulla, może nie przejść na następną generację bolidów lub zostać choć częściowo zniwelowany. To też byłby dla niego ogromny plus, szczególnie w pojedynku zespołowym z Verstappenem.
Zawsze może wrócić do macierzy
Nawet jeżeli Palou nie spełniłby się w samozwańczej „królowej sportów motorowych”, nic nie będzie mu stało na przeszkodzie, aby wrócić do IndyCar. Przy takim CV, każdy zespół przyjmie go z otwartymi ramionami. Pod koniec przyszłego roku Hiszpan i tak będzie miał zaledwie 29 lat. Dobrze też wiemy, że Chip Ganassi ruszy niebo i ziemię, byle Hiszpan pozostał w jego ekipie. Warto też zauważyć, że po sezonie 2026 kończy się kontrakt Nolana Siegla z McLarenem. Może jednak, mimo tych wszystkich afer i pozwów sądowych, w istnie absurdalnym zwrocie akcji, Alex Palou dołączyłby wreszcie do ekipy z Woking.
Gdzie oglądać IndyCar w 2025 roku?
Szkoda tylko, że jego jedyną opcją w F1 jest Red Bull. Palou spisałby się dużo lepiej w jakimkolwiek innym zespole, z jakimkolwiek innym partnerem. Hiszpan wielokrotnie jednak mówił, że nie zamierza iść do F1, aby jeździć w środku stawki. Ciężko mu się dziwić, bo po co ma zmieniać serię i walczyć co tydzień o 10-te miejsca, skoro może pozostać w Stanach i wygrywać kolejne tytuły? W ten oto sposób wykluczony zostaje bardzo ciekawy scenariusz z Palou w Cadillacu. Nowy amerykański zespół F1 nadal ma jednak bardzo dobrą okazję, aby zatrudnić kierowcę IndyCar…
Colton Herta w Formule 2?!
Tuż przed plotką o Palou w F1 pojawiły się informacje jakoby Colton Herta miał się wybierać do F2. Rzekomo Kalifornijczyk chce w ten sposób uzbierać dodatkowe punkty do superlicencji, o które przez wadliwy system dużo łatwej jest w Europie aniżeli Stanach. Po udanej kampanii w Formule 2 mógłby następnie dołączyć w 2027 lub 2028 roku do Cadillaca.
Warto tu zaznaczyć, że pod szyldem General Motors w rzeczywistości ukrywa się ekipa Andretti i tak naprawdę to ona dołącza do Formuły 1, tylko pod nazwą, którą bardziej lubi Liberty Media. Właścicielem zarówno Cadillac F1 Team jak i Andretti Global jest TWG Motorsports, na którego czele stoi Dan Towriss. Amerykański milioner jest też CEO firmy Group 1001, a jedna z jej marek to Gainbridge, czyli związany od lat z Coltonem Hertą sponsor. Poza superlicencją, nic nie stoi na przeszkodzie, aby Towriss zatrudnił swojego kierowcę w swoim nowym zespole. Amerykanin w amerykańskiej ekipie byłby też ekstremalnie ważnym aspektem marketingowym.
To byłby nielogiczny wybór
Ten transfer jest jednak dużo gorszym pomysłem od Palou w Red Bullu. Zakładając, że zakończy sezon na zajmowanym aktualnie przez niego szóstym miejscu w klasyfikacji kierowców, Herta będzie miał na koncie 37 punktów do superlicencji. Aż 30 z nich zdobył rok temu za wicemistrzostwo IndyCar, więc „przeterminują się” one dopiero po 2027 roku. Jeżeli Cadillac tak bardzo chce go zatrudnić, to wystarczy, że wystawią Hertę w kilku sesjach treningowych. Regulamin i tak zmusza zespoły do oddawania debiutantom czterech FP1 w sezonie. Każda z tych sesji wynagradza kierowcę dodatkowym „oczkiem” do superlicencji.
Przechodzenie do Formuły 2 zupełnie traci zatem sens. Herta szczególnie bym się tam nie odnalazł jako jeden z największych pechowców w stawce IndyCar. Ostatnie lata udowodniły, że klucz do sukcesów w F2 to „wylosowanie” dobrego silnika od Mecachrome. Talent Herty jest niepodważalny, lecz w tak absurdalnie niereprezentatywnej serii jak współczesne F2 jego wyniki byłyby jeszcze bardziej wypaczone oraz źle interpretowane przez laików niż aktualnie.
Aby nie przegapić najciekawszych artykułów kliknij obserwuj speedwaynews.pl na Google News
Obserwuj nas!