Sporty motorowe bywają nieprzewidywalne, a miniony weekend wyścigowy w wykonaniu Miłosza Smuka był tego najlepszym dowodem. Podczas drugiej rundy cyklu Campionato Italiano Karting ACI 2026 areną zmagań zawodników był tor La Conca, a w gronie startujących na nim Polaków znalazł się także kierowca fabryczny zespołu Righetti/Ridolfi - Gold Kart. Mimo ogromnego pecha z powodu problemu technicznego w kwalifikacjach oraz serii incydentów na torze spowodowanych przez rywali, polski kierowca zaprezentował bardzo dobre tempo, bezkompromisowy styl jazdy i wolę walki, która zyskała uznanie w padoku.
Bezpiecznie, pewnie, pomimo trudności
Weekend zaczął się od poważnych komplikacji. Podczas wymiany silnika przed sesją kwalifikacyjną, w wyniku pomyłki technicznej przy doborze zębatek, pojazd Miłosza całkowicie stracił moc na wyjściach z zakrętów. Efekt? Ostatnia, 31. pozycja w grupie kwalifikacyjnej i przedostatnie miejsce startowe do wszystkich heatów.
To, co wydarzyło się jednak w pierwszych dwóch wyścigach można uznać za spory progres w odrabianiu strat po czasówce. Startując z samego końca stawki, Smuk zaprezentował profesorską, bezpieczną, niezwykle skuteczną, a zarazem agresywną jazdę. W pierwszym wyścigu zyskał aż 13 pozycji, a w drugim dorzucił kolejne 14. Łącznie w zaledwie dwóch biegach wyprzedził aż 27 rywali, udowadniając swoim tempem, że jego miejsce jest czołówce stawki.
„Pokazaliśmy, że można jechać świetne wyścigi nawet z ostatniej, 31. pozycji. Choć pole startowe nie było takim, o jakim marzyłem, tempo na torze było naprawdę dobre. Dla mnie najważniejsza była walka do samego końca i wyciśnięcie absolutnego maksimum z każdego metra na torze” – skomentował Miłosz Smuk.
Przeciwności, które się piętrzyły z każdym kolejnym wyścigiem
Prawdziwy test charakteru przyszedł jednak w trzecim z wyścigów. Po starcie jeden z rywali został wepchnięty wprost na gokart Miłosza. Siła uderzenia była tak duża, że pojazd przeciwnika dosłownie przeleciał nad Smukiem, doszczętnie niszcząc przedni lizak i zderzak w gokarcie polskiego kierowcy. Kluczowy okazał się jednak refleks Polaka, który utrzymał pracujący silnik i nie pozwolił na jego zgaśnięcie. Przez kilka okrążeń Miłosz próbował dokonać prowizorycznej naprawy na prostych, ciągle jadąc niezłym tempem, jednak po otrzymaniu ostrzeżenia od sędziów w postaci tzw. „japońca”, musiał zjechać do pitu. Po błyskawicznej naprawie wrócił na tor ze stratą jednego okrążenia, by dokończyć wyścig i zyskać jeszcze 3 pozycje przed metą.
Czwarty bieg to kolejny pokaz świetnego startu – Smuk zyskał aż 5 pozycji na pierwszym okrążeniu i łącznie przesunął się o 7 miejsc w górę, zanim na jednym z wierzchołków zakrętów został uderzony w tył przez rywala (który tuż po wyścigu przeprosił Miłosza za ten błąd). Pech nie opuścił zawodnika również w prefinale, gdzie ponowny cios w tył od innego kierowcy już na pierwszym okrążeniu przekreślił szanse na wysoki wynik. I choć rezultat końcowy nie odzwierciedla realnego potencjału sportowego z tego weekendu, Miłosz Smuk opuszcza tor z podniesioną głową jako moralny zwycięzca, który zyskał szacunek za determinację.
Miłosz Smuk: Nigdy się nie poddawać
„Choć wynik minionej rundy Campionato Italiano Karting ACI 2026 nie odzwierciedla moich możliwości, jednoznacznie pokazałem, że nigdy nie należy się poddawać, a walka do samego końca ma sens. To był kolejny weekend, w którym sporo trudności niezależnych ode mnie pokrzyżowało mi plany wyścigowe, ale wiem, że wrócimy silniejsi, po raz kolejny z jeszcze lepszym tempem, bo powoli zbliżamy się wraz z teamem do ustalonych wcześniej celów” – podkreślił 15-letni kierowca.
Aby nie przegapić najciekawszych artykułów kliknij obserwuj speedwaynews.pl na Google News
Obserwuj nas!