W miniony weekend miłośnicy driftingu mogli śledzić najlepszych kierowców z całego świata, rywalizujących w szóstej odsłonie cyklu Drift Masters. To właśnie w dniach 14-16.08.2026 roku całą stawka pojawiła się w niemieckim Gräfenhainichen, by na kultowym Ferropolis po raz przedostatni w tym sezonie stanąć do walki o mistrzowski tytuł. W gronie zawodników nie zabrakło oczywiście Pawła Korpulińskiego, który zameldował się w Niemczech po raz kolejny jako lider klasyfikacji generalnej.
Trudne kwalifikacje i bratobójczy pojedynek
Tym razem w stawce, dzięki licznym dzikim kartom, znalazło się aż 51 zawodników, z których tradycyjnie tylko 32 mogło awansować po sesji kwalifikacyjnej do głównej fazy rywalizacji. Paweł Korpuliński po pierwszym z przejazdów otrzymał od sędziów 90 pkt, co dawało mu po pierwszej turze 15. miejsce. Po drugim przejeździe kwalifikacyjnym sędziowie ocenili Drift polskiego kierowcy na 92,5 pkt, jednak wystarczyło to do zajęcia dopiero szesnastej miejsca.
Pierwszym z sobotnich rywali Pawła został jego rodak, a zarazem spotter – Mikołaj Zakrzewski. Zaczynając jako lider Korpuliński od razu po starcie narzucił mocne tempo, co zaowocowało kilkoma korektami po stronie rywala. Po zmianie pozycji czołowy zawodnik tego sezonu skutecznie wklejał się w samochód konkurenta, zgodnie z planem pewnie awansując do sesji TOP16.
Pechowe starcie z rywalem do tytułu
Los sprawił, że Paweł Korpuliński już w pierwszej parze trafił na Conora Shanahana. Od razu stało się jasne, że wynik tego pojedynku mocno wpłynie na układ sił w klasyfikacji generalnej całego cyklu. Irlandczyk, jadąc w pierwszym przejeździe jako goniący (chase), trzymał się na centymetry od Polaka, mimo że Paweł popisał się świetnym prowadzeniem trasy (lead). Rewanż dostarczył kibicom jeszcze więcej nerwów – Korpuliński w pościgu przypuścił agresywny atak, który zakończył się delikatnym kontaktem między autami. Polak zachował jednak zimną krew, nie wypadł z rytmu i dokończył przejazd. Choć w drifcie w takich sytuacjach sędziowie najczęściej uznają winę uciekającego, tym razem zinterpretowali zdarzenie na korzyść Irlandczyka. W efekcie Paweł Korpuliński pożegnał się z zawodami na bardzo wczesnym etapie, tracąc szansę na solidny dorobek punktowy.
Po rundzie w Ferropolis doszło do kilku zmian w układzie sił w klasyfikacji generalnej cyklu Drift Masters. Dzięki zwycięstwu na niemieckim torze liderem klasyfikacji generalnej został Piotr Więcek, który z 436 pkt ma 22-punktową przewagę nad Pawłem Korpulińskim. W walce o tytuł pozostają także dwaj reprezentanci Irlandii – Conor Shanahan i James Deane – mający odpowiednio 337 i 325 punktów w swoim dorobku. Przed zawodnikami ostatnia runda sezonu – Red Bull Drift Masters Grande Finale, zaplanowany w terminie 11-12 września na PGE Narodowym w Warszawie.
Paweł Korpuliński: To najgorsza runda w moim wykonaniu
„Była to dla nas zdecydowanie najgorsza runda w tym sezonie, począwszy od kwalifikacji, które skończyłem na 16. miejscu z wynikiem 92,5 punktu. Generalnie mój drugi przejazd był bardzo dobry, jednak w obu przejazdach kwalifikacyjnych ominąłem pierwszą strefę wewnętrzną (inner zone), co kosztowało mnie -6 punktów z oceny linii. Gdybym ją zaliczył, mój wynik finalny wyniósłby około 98,5 punktu. Tak niestety się nie stało, więc nie ma co rozpamiętywać, ale była na to duża szansa. Jeździło mi się dobrze, lecz popełniłem dwukrotnie ten sam błąd i zostałem za to słusznie ukarany. Jeśli chodzi o sam błąd – mówimy tu o pomyłce rzędu 20 centymetrów, bo dosłownie o szerokość opony byłem poza punktem (co zresztą w drugim przejeździe było mało widoczne z racji jazdy pod słońce). Te 20 centymetrów pomyłki kosztowało mnie jednak 15 pozycji w kwalifikacjach, 8 punktów do generalki i bardzo trudną drabinkę w dniu finałowym” – przyznał Paweł Korpuliński.
„Finały rozpoczęliśmy od pojedynku w Top 32 z Mikołajem Zakrzewskim, moim przyjacielem i zarazem spotterem, który jest mną na każdej rundzie. Był to bratobójczy pojedynek, z którego żaden z nas nie był zadowolony, a z którego ostatecznie zwycięsko wyszedłem ja, chociaż nie było to dla mnie nic wesołego ani szczęśliwego. Najważniejszym aspektem był jednak awans do Top 16. Tam spotkałem się ze zwycięzcą kwalifikacji, Conorem Shanahanem, który jeździł w ten weekend fenomenalnie. Od razu wiedzieliśmy, że będzie to pojedynek o wszystko, zdecydowanie najważniejszy w tym sezonie, biorąc pod uwagę, że ważyły się losy klasyfikacji generalnej. Conor wybrał, aby startować jako goniący (chase), ja pojechałem jako lider. Mój pierwszy przejazd był względnie dobry, nie idealny, ale w porządku. Miałem dobrą prędkość, nawet z lekką przewagą. Do drugiego przejazdu podszedłem z nastawieniem, że muszę atakować na 110%, bo to najważniejszy przejazd sezonu. Zrobiłem wszystko, co zaplanowałem – atakowałem mocno i trzymałem się blisko. Zauważyliśmy, że Conor wcześnie wejdzie na gaz po strefie hamowania w pierwszym zakręcie, byłem na to przygotowany. Jednak Conor bardzo opóźnił wejście na gaz, zaczął hamować lewą nogą, samochód nie przyspieszał, a utrzymywał prędkość. Doszło do kontaktu – nasze przednie koła się spotkały i musieliśmy wykonać korekty toru jazdy, co było bardzo widoczne. Sędziowie musieli wskazać winowajcę tego kontaktu i niestety uznali, że to ja byłem prowodyrem i mnie należy ukarać. Conor awansował dalej, a ja odpadłem na etapie TOP16” – dodał polski kierowca.
„To najgorsza runda w moim wykonaniu, bo wcześniej zawsze dochodziłem przynajmniej do TOP8. Szczerze mówiąc, nie zgadzam się z interpretacją sędziów. Rozumiem ich perspektywę (oceniają to, co widzą z zewnątrz), ale rozmawiałem z nimi po zawodach – jeden widział sytuację inaczej i połączył mój kontakt z późnym dodaniem gazu przez Conora, jednak dwóch pozostałych miało odmienne zdanie. Jedyne, co możemy teraz zrobić, to skupić się na rundzie finałowej w Warszawie we wrześniu. Spadłem na drugie miejsce w klasyfikacji generalnej – mam 22 punkty straty do Piotra Więcka, a Conor jest ponad trzydzieści punktów za mną. Jesteśmy w grze, ale ostateczne wyniki rozstrzygną się na PGE Narodowym. Dołożę wszelkich starań, by pojechać jak najlepiej. Jestem dobrze przygotowany i nigdy nie byłem w lepszej pozycji, by to zrobić. Skupiam się już wyłącznie na finale – wiem, co robić, żeby pojechać na tyle dobrze, by nie zostawiać niczego w rękach sędziów” – podkreśla Paweł Korpuliński.
Aby nie przegapić najciekawszych artykułów kliknij obserwuj speedwaynews.pl na Google News
Obserwuj nas!